OSTRE WSPÓŁZAWODNICTWO

images

Ostre współzawodnictwo o zasoby prowadzi albo do rozwoju terytorializmu, albo hierar- chiczności, albo też i jednego, i drugiego, co zapobiec ma bezustannej wojnie wszystkich przeciw wszystkim; ale jednocześnie im silniejsza jest hierarchiczność i terytorializm, tym więcej okazji do agresywnego ataku i obrony monopoli i przywilejów. Tak więc gatunki wy­kazują tendencje agresywne proporcjonalne do pozio­mu hierarchiczności lub/i terytorialności swojej organi­zacji społecznej. Presja populacyjna jest oczywiście związana ze współzawodnictwem o zasoby. Przy stałym poziomie zasobów wzrost zagęszczenia prowadzi do wzrostu agresywności poprzez wzrost presji na zasoby materialne. Zarówno presja populacyjna na zasoby ma­terialne, jak współzawodnictwo o zasoby, a więc i agre­sja, uległy w gatunku Homo sapiens znacznemu za­ostrzeniu w wyniku społecznie wytworzonego zapo­trzebowania na zasoby i materialne, i należące do sfery psychicznej .Homo sapiens wykazuje wyższy poziom terytorializmu, agresji, hierarchiczności i presji populacyjnej niż większość ssaków i prawie wszyscy nasi najbliżsi krew­ni, wyższe naczelne. Dzieje się tak dlatego, że ludzie współzawodniczą o szerszy zakres zasobów społecz­nych i materialnych, i to z większym uporem i zawzię­tością, niż jakikolwiek inny gatunek; zakres w rzeczy­wistości tak szeroki, że potrzeby człowieka stały się niemożliwe do zaspokojenia. Potrzeby te są niezaspokajalne, ponieważ nie są po prostu potrzebami mate­rialnymi, ale w znacznej mierze dotyczą zasobów i wy­tworów społecznych.

PLASTYCZNOŚĆ I RÓŻNORODNOŚĆ

images (3)

Mimo całej plastyczności i róż­norodności, stanowiącej przedmiot naszej dumy, nasz repertuar zachowań, choć przypuszczalnie większy niż u jakiegokolwiek innego znanego nam zwierzęcia, w żadnym wypadku nie jest nieskończony. Istnieje coś takiego, jak natura ludzka, tak samo, jak istnieje natu­ra szympansa czy natura słonia.Nasze podstawowe pytanie brzmi następująco: dla­czego w zestawieniu z innymi ssakami, a zwłaszcza z innymi gatunkami naczelnych, człowiek jest tak agre­sywny? Moje rozumowanie, w dużej części opierające się na pracach zoologów, prymatologów i etologów, jest następujące: wyjściową przyczyną agresji jest współzawodnictwo o zasoby. Istnieją dwa podstawowe sposoby regulowania tego współzawodnictwa: teryto- rializm, w którym ustanowione zostają monopolistycz­ne prawa do zasobów na określonej części użytkowanej przestrzeni, i hierarchiczność, dzięki której tworzony jest porządek pierwszeństwa w dostępie do zasobów i ich podziale. Związek pomiędzy terytorializmem a — z jednej strony — hierarchią i — z drugiej — agresją jest dwojakiego rodzaju. Dopóki akceptowana jest hierar­chia i granice terytoriów, dopóty hamowana jest agre­sywność; ale w naturze zarówno granic, jak i hierarchii leży to, że nie akceptuje się ich bez oporów. I granice, i hierarchia są gwałtownie atakowane i nie mniej gwał­townie bronione.

WIELE FORM ZACHOWANIA

pobrane (1)

Wiele form zachowania się (znanych jako „wdru­kowanie” lub „krytyczny okres” zachowania się *) jest produktem koniecznego współoddziaływania zacho­dzącego pomiędzy biologicznymi predyspozycjami a otoczeniem, co wskazuje na sztuczność przeciwstawia­nia sobie tych dwóch zbiorów czynników determinują­cych zachowanie się.Powyższe tezy dotyczą zarówno zachowania się człowieka, jak i zachowania się innych zwierząt, w tym oczywiście zachowania się ssaków; „niepowtarzalność” zachowania się człowieka bywa niewłaściwie rozumia­na. Zachowanie się człowieka jest rzeczywiście niepow­tarzalne w takim samym znaczeniu, w jakim nie­powtarzalny jest pod pewnymi względami repertuar zachowań każdego gatunku; nie istnieje jednakże cał­kowita rozłączność pomiędzy zachowaniem się czło­wieka a zachowaniem się innych zwierząt. Człowiek nie jest niepowtarzalny w tym, że przekazuje spo­łecznie nabyte zachowania się; ani też nie ma powodu, by uważać, że jego biologiczne wyposażenie nie ma wpływu na zachowanie się, skoro najwyraźniej wpływa na zachowanie się innych gatunków. Odgraniczanie po­ziomu zachowania się od poziomu biologicznego jest doprawdy pozbawione sensu, skoro zachowanie się każdego gatunku tak ściśle związane jest z jego ewolu­cją biologiczną.

BIOSPOŁECZNA TEORIA AGRESJI

images (1)

W ciągu ostatnich kilku lat coraz więcej antropolo­gów, zoologów i prymatologów zaczęło sugerować, że na człowieka spojrzeć powinniśmy jako na jeden z wie­lu gatunków biologicznych. Konieczność przeprowa­dzenia porównań międzykulturowych dla określenia zakresu ludzkiego zachowania się akceptuje dziś w peł­ni większość socjologów. Nadal jednak opierają się oni przeprowadzaniu porównań międzygatunkowych, głów­nie z powodów o charakterze dogmatycznym. Postulując wyraźną rozłączność pomiędzy ludzkim i nie-ludzkim zachowaniem się, odrzucają tym samym możliwość do­patrzenia się pomiędzy nimi związków. Jednakże w ja­ki inny sposób możemy dowiedzieć się, co jest zacho­waniem się specyficznie ludzkim?Ryzykując rozwodzenie się nad sprawami oczywisty­mi, pozwolę sobie podsumować krótko to, co — jak uważam możemy bezpiecznie przyjąć jako pewne fakty w komparatystyce zachowania się zwierząt, a co odnosi się zwłaszcza do ssaków, szczególnie do naszych bliskich krewnych, wyższych naczelnych (małp).Repertuar zachowania się każdego gatunku wy­znaczony jest po części przez zestaw biologicznych pre­dyspozycji, które przynajmniej w pewnym stopniu są specyficzne gatunkowo.Zachowanie się zwierząt może być modyfikowane poprzez uczenie się, co jest reakcją na warunki środo­wiskowe, a stopień jego podatności na modyfikację jest funkcją złożoności organizmu i wykazywanej przez niego inteligencji.

BEZLITOSNA NATURA

images (2)

Winą za to wszystko obarczamy upadek kapitalizmu monopolistycznego, komunistyczny spisek, kompleks przemysłowo-wojsko­wy, korupcję ludzi u władzy, nadmierną wyrozumiałość rodziców, przewrotność prawicy i wywrotowość lewicy, odejście od Boga, bogactwo, imperializm, rasizm, mark­sizm, kult młodości, przeludnienie, groźbę bomby jądro­wej i wrodzoną brutalność człowieka. Ale dla bezlitosnej natury jesteśmy tylko kolejnym gatunkiem, który ma kłopoty. Zdarzało się to już uprzednio i nie było konspiratorów, których można by obarczyć za to winą. Jeżeli gatunkowi nie uda się przy­stosować, nie utrzyma się przy życiu. To przecież takie proste. Tyranozaurom nie pomogło wzajemne obarcza­nie się winą za porażkę. Nie mogły dostosować się do rzeczywistości i wymarły. Jeśli zdarzy się, że wyginie­my i my, nasze spory o to, kto za to ponosi winę, wyda­dzą się wprost śmieszne nie będzie tylko nikogo, ko­go by to mogło bawić. Jesteśmy pierwszym gatunkiem, który świadomie wpłynąć może na własne przetrwanie. Ale uda nam się to tylko wówczas, gdy poznamy siebie jako gatunek, a co ważniejsze, będziemy odczuwać, że jesteśmy gatunkiem, i postępować jako gatunek w interesie tego gatunku jako całości: to jest nasza ostat­nia deska ratunku.

SPUŚCIZNA MILIONÓW LAT

wspolpraca

Ta struktura obwodów przystosowywała się tylko po to, by ulec ko­lejnym przystosowaniom przez ponad siedemdziesiąt milionów lat, zanim wyłoniliśmy się jako gatunek od­mienny od pozostałych przedstawicieli naszego rzędu. Z tej perspektywy nawet przodomózgowie jest daleką reperkusją ewolucyjnego rozwoju. Kora mózgowa wal­czy ze spuścizną, o którą się nie prosiła i której pozby­cia się często sobie jawnie życzy. „Czymżeś jest, o czło­wieku, gdyś żądzy pełen?” powiedział udręczony pro­rok . Czymże, gdyś pełen litości czy ambicji, czy chęci prowadzenia handlu wymiennego, czy przyjemności płynącej z podejmowania ryzyka, czy umiejętności po­stępowania ze współpracownikami, czy przymusu od­krywania, czy też potrzeby, by do ciebie mówiono?Nasza spuścizna milionów lat łowieckiej przeszłości naczelnych ukryta jest pod świeżo nabytym, wytwarza­jącym symbole mózgiem. A jednak ciągle żyjemy we wnętrzu naszych własnych głów i karmimy się własny­mi fantazjami. Kiedy widzimy, jak bezradni jesteśmy w zapobieganiu wojnie i przemocy, kiedy uskarżamy się na zanieczyszczenie powietrza i rzek, kiedy okazuje się, że nie jesteśmy w stanie przerzucić mostu wzajemnego zrozumienia nad przepaścią pomiędzy starymi a mło­dymi, kiedy widzimy, że nasze miasta chylą się ku co­raz większemu i bardziej ponuremu upadkowi, kiedy stajemy przed pozornie nierozwiązywalnym problemem konfliktu rasowego i przesądów religijnych, kiedy, krót­ko mówiąc, przyglądamy się lub unikamy patrzenia na coraz paskudniejsze widowisko, jakie sobie sami zgoto­waliśmy, możemy reagować tylko w intelektualnych kategoriach poszukiwania alibi.

ZASKOCZENIE SAMYCH SIEBIE

Baby Using Computer

Zaskoczyliśmy samych siebie tworami wyobraźni na­zywanymi cywilizacjami i obezwładniającym wzrostem ilościowym. Przez większą część naszej łowieckiej prze­szłości przez dziewięćdziesiąt pięć procent naszej hi­storii liczebność populacji gatunku utrzymywała się na poziomie około jednego miliona. U zarania kultury rolnej skoczyła do stu milionów. Od nastania przemy­słu osiągnęła trzy miliardy siedemset milionów, a do r. 2000 osiągnie siedem miliardów. Stworzenie, które rozwinęło się w toku ewolucji, by żyć w grupach pięć- dziesięcioosobowych, może mieć z taką serią eksplozji populacyjnych i ich organizacyjnymi konsekwencjami tylko kłopoty. Większość z tego, co przyjmujemy jako oczywisty element natury ludzkiej, jest w istocie koń­cowym produktem patologicznych wydarzeń towa­rzyszących spętaniu naszych łowieckich osobowości. Wszyscy dzielimy ten los — depcząc sobie nawzajem po piętach. Bez uchwycenia tej perspektywy nigdy nie zrozumie­my ani siebie samych, ani naszych społeczeństw, ani na poły sprzyjającej nam, na poły destrukcyjnej roli na­szych wytwarzających kulturę mózgów. Musimy zdo­być się na odważny i rewolucjonizujący krok myślowy: zrozumieć, że cywilizacje rolnicze i przemy­słowe nie wprowadziły żadnych zmian w podstawowej strukturze ludzkiego zwie­rzęcia. Nasza struktura obwodów jest przystosowana do polowań do emocji, lęków i związków społecz­nych, których potrzebowaliśmy, by przetrwać na ło­wieckiej drodze życia. Nasze obwody mają strukturę opartą w zasadzie na modelu naczelnych.

EFEKTOWNY OBRAZ

zywa-wiara-foto-main

Ogień ma może pół miliona lat; uprawa ziemi co najmniej dziesięć ty­sięcy; duże osady pięć tysięcy; miasta trzy tysiące; para i rozwój przemysłu tylko dwieście. Człowiek ato­mu pojawił się wczoraj. Gdybyśmy nakręcili godzinny film ukazujący historię człowieka wytwarzającego narzędzia, człowiek epoki przemysłowej mignąłby w kilku końcowych sekundach ledwie zauważalny. Ale właśnie efektowny i wypa­czany obraz złożonej osobowości człowieka przemysło­wego uznawany jest za miarę prawdziwego człowie­czeństwa. W najlepszym razie za model nas samych przyjmujemy człowieka cywilizowanego.Ale człowiek cywilizowany jest daleką reperkusją ewolucji. Pozosta­liśmy myśliwymi górnego paleolitu, precyzyjnymi ma­szynami zaprojektowanymi, by skutecznie ścigać zwie­rzynę. Nic godnego uwagi nie zdarzyło się w naszej hi­storii ewolucyjnej od czasu porzucenia przez nas ło­wiectwa i przeniesienia się na pola i do miast nic, poza, być może, niewielką selekcją pod względem od­porności na epidemie, a prawdopodobnie i to nie. „Człowiekłowca” nie jest epizodem z naszej odległej przesz­łości; ciągle jeszcze jesteśmy ludźmi-myśliwymi, uwię­zionymi, udomowionymi, zatruwanymi, stłoczonymi i ogłupianymi.

SKALA CZASOWA

Społeczeństwo inwestorów

Rząd naczelnych, nasz rząd, jest sie­demdziesiąt milionów lat trwającym epizodem w histo­rii ssaków, która sama jest epizodem w historii kręgo­wców, stanowiącej epizod w historii życia organiczne­go. Linia prowadząca do człowieka oddzieliła się praw­dopodobnie od innych naczelnych ponad dwadzieścia milionów lat temu, a niewątpliwe pozostałości po na­szym małpio-ludzkim przodku — australopiteku — da­tują się sprzed mniej więcej pięciu i pół miliona lat. Pierwszemu wyprostowanemu i obdarzonemu dużym mózgiem człowiekowi Homo erectus przyznaje się na ogół mniej więcej milionletnią historię, Homo sa­piens liczy sobie pół miliona lat, a człowiek prawdziwie współczesny z Cro-Magnon pojawił się czterdzieś­ci pięćdziesiąt tysięcy lat temu .To jest skala czasowa ewolucji nie tylko budowy fi­zycznej, ale także zachowań społecznych, emocji, wzo­rów uczenia się, miłości i nienawiści. W starszych częś­ciach mózgu zawarte są wszystkie kody i wiadomości, które przetrwały z pradawnych czasów skwar nie­gdysiejszej dżungli i długa wędrówka po plioceńskiej sawannie. Ze staromózgowiem tym usiłuje współpraco­wać otaczające je nowomózgowie, powstałe w chłodno- -lodowych warunkach plejstocenu i morderczej walce z zacinającym śniegiem. A od tego czasu?

Z PERSPEKTYWY EWOLUCJI

pobrane

Podsumowując: zachowujemy się kulturowo, ponie­waż leży w naszej naturze, by zachowywać się w taki sposób, ponieważ dobór naturalny wytworzył zwierzę, które w taki sposób musi się zachowywać, zwierzę, któ­re musi ustanawiać zasady, tworzyć mity, mówić języ­kiem i zakładać męskie kluby podobnie jak pawian płaszczowy musi zakładać harem, adoptować dzieci i kąsać swoje żony w kark.Nie zdajemy sobie sprawy z tej infrastruktury nasze­go kulturowego zachowania się, ponieważ nasz pogląd na nas samych jako gatunek jest wielce ograniczony. Dla większości z nas odcinek czasu obejmujący jedno pokolenie jest długim okresem. Ilu ludzi potrafi w kon­struktywny sposób wyobrazić sobie okres, w którym zawiera się życie jednego człowieka? Cała znana histo­ria jest dla nas okresem bardzo długim, w którym czasy poprzedzające nastanie cywilizacji wydają się zatarte i nieuchwytne. Ale te pięć tysięcy lat istnienia cywiliza­cji to, w kategoriach ewolucyjnych, tyle co jeden minio­ny wieczór. Z perspektywy ewolucji gatunku niewiele zmieniło się przez ten czas z wyjątkiem bezprecedenso­wego wzrostu populacji. Jest to tylko epizod. Jeżeli przyjmie się odpowiednią perspektywę, wszystko jest tylko epizodem.